NIEDZIELA PALMOWA 2026-„Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie.Pokój w niebie i chwała na wysokościach”.
Ze szczytu Góry Oliwnej rozciąga się najpiękniejszy widok na stare miasto Jerozolimy. To jest ten sam widok, który kontemplował Jezus, gdy podczas uroczystego wjazdu do Jerozolimy, który upamiętniamy w Niedzielę Palmową.
Gdy jechał, słali swe płaszcze na drodze. Zbliżał się już do zboczy Góry Oliwnej, kiedy całe mnóstwo uczniów poczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli. I wołali głośno:
„Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie.Pokój w niebie i chwała na wysokościach”. Lecz niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: „Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom!” Odrzekł: „Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą”. (Łk 19,36-40).
Gdy Jezus pośród owacji tłumu odbywał swój triumfalny wjazd do miasta na jego widok zapłakał. Następnie skierował pod adresem miasta słowa pełne żalu: Gdy był już blisko, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”. (Łk 19,41-44).
Czas nawiedzenia to czas szczególnego działania Boga w życiu człowieka lub całego ludu. To czas łaski, zbawienia, wyzwolenia. To czas działalności Chrystusa, Mesjasza. Niestety żydowscy przywódcy religijni nie chcieli rozpoznać w Nim obiecanego Mesjasza, nie chcieli rozpoznać w działalności Jezusa czasu nawiedzenia.
Jezus wzruszył się głęboko i zapłakał, ponieważ kochał Jerozolimę. Zapłakał z miłości do Świętego Miasta, które Bóg uczynił swoją siedzibą. Ten płacz był jednocześnie oznaką bezsilności i niemocy wobec ślepej obojętności ludzi na działanie Boga.
W wybuchu płaczu nad Jerozolimą uzewnętrznił się ogrom bólu i cierpienia Jezusa. Łzy Jezusa są łzami samego Boga. Jezus bowiem jest obrazem płaczącego Boga, który wzrusza się do głębi i współczuje i martwi się losem ludzi, dzieli ich troski i odczuwa ból z powodu ich obojętności i niewiary. W ludzkim obliczu Jezusa, po którym spływają krople łez, objawiła si tajemnica miłosiernego Ojca, który kocha bezgranicznie człowieka, nawet wtedy, gdy ten odrzuca Jego ofertę miłości i odwraca się do Niego plecami.
Orygenes, pisarz chrześcijański, kiedy w III wieku komentował ten fragment Ewangelii Łukasza, napisał m. in. „to właśnie my jesteśmy Jerozolimą, nad którą płakał Jezus, my którzy myślimy, że poznaliśmy wszelkie tajemnice. Jeśli po poznaniu tajemnic prawdy, po wysłuchaniu słów Ewangelii i nauki Kościoła oraz radości wizji tajemnic Bożych, ktoś z nas grzeszy, to Jezus będzie płakał nad nami”.
Jezus płacze nad grzesznikiem, który poprzez pychę, zarozumialstwo, obojętność, wygodę odrzuca. Boże Słowo, Boże Przykazania, Boże spojrzenie na drugiego człowieka i na otaczający świat.
Ważne jest, że konsekwencje odrzucenia Boga i Jego nauki, niosą życiową katastrofę i za brak poznania Jezusa trzeba zapłacić wcześniej, czy później straszna cenę.
Również i my, podobnie jak Jerozolima jesteśmy powołani do rozpoznawania dziś nawiedzenia Boga w swoim synu Jezusie Chrystusie. Jezus przychodzi zawsze, każdego dnia, w codzienności naszego życia, aby spotkać się z nami. Jezus nawiedza nas, przychodzi do nas w naszym grzechu, aby nas z tego zła wyzwolić.
Dziękujmy Jezusowi, że nie przyszedł, aby karać, lecz, aby zbawiać, aby pokazać nam to, co służy pokojowi, a nie wojnie. Dziękujmy za Jego płacz, który nie jest wyrazem groźby, czy potępienia, lecz ogromnej miłości, która zaprowadziła Go na krzyż, a nam dała nadzieję i zbawienie.
Dziękuję Ci, Panie, bo Twój płacz osusza każdą naszą łzę. I daj mi, Panie, serce zdolne rozpoznać Cię w każdym czasie. Amen.
o.Dariusz Sambora OFM
I Niedziela Wielkiego Postu – Ziarno, które musi obumrzeć
Wielki Post rozpoczyna się od ciszy pustyni. To przestrzeń ogołocenia, konfrontacji z własną słabością i prawdą o sobie. Nie ma tu rozproszeń, nie ma tłumu – jest tylko człowiek i Bóg. Duchowość św. Franciszka z Asyżu przypomina nam, że nie ma wzrostu bez obumierania. Ziarno, które pozostaje zamknięte w swojej twardej skorupie, nigdy nie wyda owocu. Dopiero gdy pęknie – gdy pozwoli się zakopać w ziemi, w mroku i wilgoci – rodzi nowe życie.
Franciszek doświadczył takiego pęknięcia. Był młodym człowiekiem marzącym o sławie, rycerskiej chwale i uznaniu. Choroba, rozczarowanie, doświadczenie kruchości – to wszystko stało się dla niego „ziemią”, w której został złożony jego dawny świat. To nie był moment triumfu. To był czas utraty. A jednak właśnie tam zaczęło kiełkować nowe życie.
Wielki Post pyta nas bardzo konkretnie:
Co we mnie wymaga pęknięcia?
Czy pozwalam Bogu dotknąć moich ambicji, urazów, przywiązań?
Czy zgadzam się na to, by nie wszystko było pod moją kontrolą?
Często boimy się straty. Boimy się, że jeśli oddamy coś Bogu – zostaniemy z pustką. Tymczasem Ewangelia mówi odwrotnie: tylko to, co oddane, zostaje ocalone. To, czego kurczowo się trzymamy, często usycha w naszych dłoniach. Franciszek odkrył, że obumieranie nie jest zniszczeniem – jest przejściem. Wielki Post to zaproszenie do takiego przejścia: z lęku do zaufania, z przywiązania do wolności, z egoizmu do miłości.
To początek drogi.
II Niedziela Wielkiego Postu – Ubóstwo, które czyni wolnym
Świat uczy nas zabezpieczać się, gromadzić, planować, posiadać. Duchowość franciszkańska proponuje coś radykalnie innego: wolność serca.
Ubóstwo św. Franciszka nie było romantycznym gestem ani buntem wobec społeczeństwa. Było owocem spotkania z Chrystusem. Gdy odkrył, że Bóg jest jego największym skarbem, wszystko inne przestało być absolutem.
Ubóstwo serca oznacza, że nic – nawet dobre rzeczy – nie zajmuje miejsca Boga. To postawa człowieka, który potrafi powiedzieć: „Panie, wystarczysz mi”.
W Wielkim Poście jesteśmy zaproszeni do przeglądu naszego wnętrza. Co mnie definiuje? Czy moja wartość zależy od sukcesu, opinii innych, stabilności finansowej, kontroli nad życiem? Czy potrafię przyjąć sytuacje, których nie planowałam?
Ubóstwo duchowe nie oznacza bierności. To świadomy wybór prostoty. To decyzja, by nie budować swojej tożsamości na tym, co przemijające.
Franciszek stał się człowiekiem radosnym właśnie dlatego, że przestał się kurczowo trzymać świata. Niczego nie musiał bronić. Niczego nie musiał udowadniać. Był wolny.
Wielki Post może stać się czasem odzyskiwania tej wolności. Ograniczenie nadmiaru słów. Post od mediów. Rezygnacja z niepotrzebnych zakupów. Uporządkowanie relacji. To nie są drobne praktyki – to konkretne decyzje, które oczyszczają serce.
Tam, gdzie jest przestrzeń, Bóg może działać.
III Niedziela Wielkiego Postu – Spotkanie, które przemienia
Jednym z najbardziej przełomowych momentów w życiu Franciszka było spotkanie z trędowatym. To, co wcześniej budziło w nim odrazę, stało się miejscem łaski.
Miłość chrześcijańska nie rodzi się w komfortowych warunkach. Rodzi się tam, gdzie przekraczamy siebie.
Wielki Post odsłania nasze relacje. Pokazuje, gdzie uciekamy, kogo unikamy, wobec kogo nosimy żal. Możemy modlić się pięknymi słowami, a jednocześnie zamykać serce przed konkretnym człowiekiem.
Franciszek nie tylko dał jałmużnę trędowatemu. On go objął. Zbliżył się do tego, co było trudne, nieczyste, bolesne. I właśnie tam spotkał Chrystusa.
Często nasze „trądowate miejsca” to nie tylko inni ludzie. To także nasze własne rany – wstyd, poczucie winy, słabości, które staramy się ukryć. Bóg nie omija tych przestrzeni. On chce w nie wejść.
Czy pozwalam Mu? Czy potrafię spojrzeć z miłosierdziem na siebie? Czy wierzę, że łaska działa także w tym, co kruche?
Wielki Post to czas pojednania – z Bogiem, z drugim człowiekiem i z samym sobą. Miłość, która rodzi się w takich warunkach, nie jest powierzchowna. Jest dojrzała. Jest prawdziwa.
IV Niedziela Wielkiego Postu – Radość, która dojrzewa w cieniu Krzyża
Czwarta Niedziela Wielkiego Postu przynosi nutę nadziei. W tradycji Kościoła to niedziela radości – zapowiedź światła zmartwychwstania.
Święty Franciszek, choć tak mocno zjednoczony z ubóstwem i cierpieniem Chrystusa, był człowiekiem głębokiej radości. Nie dlatego, że jego życie było łatwe. Przeciwnie – doświadczał niezrozumienia, choroby, fizycznego bólu. Otrzymał stygmaty – znak mistycznego uczestnictwa w męce Jezusa. A jednak jego serce było wolne.
Radość chrześcijańska nie jest zaprzeczeniem cierpienia. Jest jego przemienieniem. Rodzi się z zaufania, że krzyż nie jest ostatnim słowem Boga.
Wielki Post konfrontuje nas z naszymi krzyżami. Choroba, samotność, napięcia w rodzinie, lęk o przyszłość. Często pytamy: „Dlaczego?”. Franciszek uczy nas innego pytania: „Jak mogę przeżyć to z Tobą, Panie?”.
Radość dojrzewa wtedy, gdy przestajemy walczyć z rzeczywistością, a zaczynamy ją powierzać Bogu. To nie jest łatwe. To proces. Ale właśnie w nim rodzi się pokój.
Ziarno życia wiecznego dojrzewa często w ukryciu. W codziennej wierności. W cichym „tak” wypowiadanym Bogu mimo trudności.
I to „tak” staje się początkiem światła.
V Niedziela Wielkiego Postu – Godzina, w której ziarno wydaje owoc
Im bliżej Paschy, tym bardziej Ewangelia prowadzi nas w stronę tajemnicy „godziny” Jezusa. To godzina krzyża. Godzina decyzji. Godzina, w której ziarno naprawdę obumiera.
Święty Franciszek z Asyżu nie zatrzymał się na zachwycie nad ubóstwem czy prostotą życia. Jego droga prowadziła coraz głębiej – ku całkowitemu zjednoczeniu z Chrystusem ukrzyżowanym. Otrzymane stygmaty nie były spektakularnym znakiem, lecz pieczęcią miłości. Były potwierdzeniem, że pozwolił Bogu przeprowadzić się przez wszystko.
V Niedziela Wielkiego Postu stawia przed nami pytanie o dojrzałość naszej wiary. Czy jesteśmy gotowi pójść za Jezusem nie tylko wtedy, gdy uzdrawia i pociesza, ale także wtedy, gdy prowadzi na Golgotę?
Czasami Bóg dopuszcza sytuacje, które przekraczają nasze wyobrażenia o tym, jak powinno wyglądać „dobre życie”. Trudne relacje. Niespodziewane choroby. Kryzysy. Zmiany, których nie planowaliśmy. W takich momentach rodzi się pokusa ucieczki – albo zamknięcia serca.
Franciszek uczy innej odpowiedzi: zgody. Nie biernej rezygnacji, lecz świadomego oddania się w ręce Ojca. Jego modlitwa była prosta: „Panie, kim jesteś Ty, a kim jestem ja?”. To pytanie nie jest wyrazem lęku, ale pokory. Uznania, że Bóg widzi dalej.
Ziarno, które obumiera, nie widzi jeszcze owocu. Nie doświadcza triumfu. Jest zakryte, zanurzone w ziemi. V Niedziela Wielkiego Postu przypomina nam, że Bóg działa również w ukryciu. Czasami to, co dziś wydaje się stratą, jutro stanie się błogosławieństwem.
Czy potrafię zaufać Bogu w mojej „godzinie”? Czy wierzę, że nawet jeśli coś we mnie musi umrzeć, nie jest to koniec, lecz początek?
Wielki Post dobiega końca. Ziarno zostało zasiane. Teraz nadchodzi czas najgłębszego zawierzenia.
Tekst: Anna Gańska
Życie, to najcenniejszy dar otrzymany od Boga. Jest ono tak drogie, że jest aż bezcenne. Kto stracił życie – mówimy – ten stracił wiele, o może nawet wszystko.
Życia nie da się kupić. Bóg, pod żadnym pozorem, nie jest nam winny daru życia. To my, za dar życia, jesteśmy Mu coś winni. Dlatego życie trzeba nam przeżyć w łączności z Jego Dawcą.
W przeciągu życia pojawiają się wydarzenia przykre, zaskakujące i radosne. Są też i takie, które noszą w sobie tzw. zwykłą szarzyznę (codzienność). Ona czasami wydaje się nudna. Na pewno tzw. szarzyzny życia nie było w Świętej Rodzinie.
W przededniu Bożego Narodzenia, Ewangelia IV niedzieli Adwentu przedstawia nam opowiadanie o Narodzeniu Jezusa według św. Mateusza. On swoją Ewangelię rozpoczyna od przedstawienia rodowodu Jezusa (Mt 1, 1-18), a potem, przechodząc do faktów, zaraz koncentruje swoją uwagę na Józefie, mężu Maryi, który choć był człowiekiem sprawiedliwym, to jednak miał pewne wątpliwości co do wierności Swojej Współmałżonki i zamierzał oddalić Ją potajemnie (Łk 1, 19).
Wątpliwości Józefa były znaczące, ale we śnie Anioł Józefowi wszelkie wątpliwości rozwiewa, wzywając Go do zaakceptowania daru życia: Józefie nie bój się wziąć do siebie Twojej małżonki gdyż to, co się w Jej łonie poczęło to dzieło Ducha Świętego.
Poselstwo Anioła zobowiązało Józefa także do nadania imienia Nowonarodzonemu Synowi. W zobowiązaniu tym kryje się bardzo bogata myśl judaistyczna. Otóż w judaizmie nadanie imienia jest wyrazem wzięcia niejako w posiadanie daną osobę. Nadający imię, zobowiązuje się być opiekunem i jednocześnie jest gotów brać odpowiedzialność za tego, któremu imię zostało nadane.
Józef, poprzez nadanie imienia Jezusowi, nie tylko jest ojcem dla Niego ale również bierze odpowiedzialność prawną za Niego wobec społeczności judaistycznej.
W tym opowiadaniu o Narodzeniu Jezusa Mateusz jeszcze mocno uwypukla jeden fakt: Chrystus narodził się nie według ogólnych praw natury. Poczęcie Jezusa odbyło się bez udziału mężczyzny. Było dziewicze i cudowne: dokonało się przez działanie Ducha Świętego. W tym wszystkim było wypełnieniem słynnego proroctwa z Iz 7, 14, które zapowiadało: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: «Bóg z nami».
Postawa Józefa uczy: Józef Maryję Dziewicę bardzo kochał. Będąc mężem sprawiedliwym, pomimo wątpliwości, zaufał Bogu i nie bał się budować z Nią związku małżeńskiego. Józef, posiadając nie biologicznego Syna, otrzymał niełatwe zadanie, ma zostać wychowawcą Syna Bożego. Zaufanie Bogu pozwala podejmować odważnie decyzje i z pomocą Bożą doprowadzić je do szczęśliwego skutku i celu.
o. Edmund Urbański
Tematyka adwentowa bardzo mocno koncentruje się na zbawieniu. Zbawienie jest odpowiedzią Boga na oczekiwania człowieka. Leży ono gdzieś na horyzoncie naszej historycznej drogi. W obecnej sytuacji, tutaj i teraz, zbawienie jest obietnicą przyjętą i przeżywaną w wytrwałości i cierpliwej nadziei. Cechą charakterystyczną zbawienia jest powtórne przyjście Jezusa Chrystusa (gr. parusia). Pytanie o czas przyjścia Jezusa Chrystusa jest pytaniem szczególnym, albowiem oczekiwanie na ów Dzień Pański jest obwarowane obietnicą Boga. A ta z kolei koncentruje się na Osobie przyszłego Mesjasza. W Nim to człowiek odnajduje i pokłada wszelkie nadzieje. On jest punktem naszych codziennych dążeń.
Jan Chrzciciel, w czasie publicznej działalności Jezusa, postawił Mu pytanie: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? (Mt 11, 2). Pytanie to niesie w sobie nutę niepewności, zniecierpliwienia i podekscytowania gdyż jest to pytanie czysto mesjańskie. Konkretne i najważniejszym dla pytającego: bo jeśli to nie TY, to INNEGO musimy oczekiwać.
W pytaniu Jana jednocześnie zbiegają się pewność i wątpliwość, gdyż dzieła jakich dokonywał Jezus (uzdrowienia, wskrzeszenia, cuda), nosiły w sobie znamiona mesjańskie, ale w oczach Jana i Apostołów Jezus uchodził za swoistą zagadkę. Jezus na pewno był punktem zapalnym w dyskusjach rabinów. Był przyczyną wątpliwości i trudnym orzechem do zgryzienia dla Żydów poszukujących prawdy i wiernych mesjańskiemu nauczaniu proroków.
Odpowiedź, jaką Jezus udziela Janowi, brzmi: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie (Mt 11, 4). Odpowiedź ta wzywa pytającego i poszukującego do pobudzenia procesów poznawczych: Jezusa można dostrzec po tym, co się słyszy i widzi. Mesjasza można poznać po słowach i gestach. Jego należy szukać z wiarą, i to nie w jakichś hałaśliwych wydarzeniach, ale w cudach i znakach, które są mową Jego Bożego posłannictwa.
Na przyjście Jezusa należy czekać wytrwale i cierpliwie. A kiedy On przyjdzie, umieć rozpoznać Go i odróżnić Go od fałszywych proroków i nauczycieli: Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: «Ja jestem» oraz: «Nadszedł czas». Nie chodźcie za nimi! (Łk 21, 8).
Pewne jest powtórne przyjście Chrystusa. Bóg jest wierny Swoim obietnicom, należy tylko uzbroić się w cnotę cierpliwości. Ona jest wyrazem wytrwałego dążenia do dobra pomimo piętrzących się przeciwności. Ona jest kluczem do szczęścia jak mawiali starożytni: aby posiąść cnotę cierpliwości… trzeba cierpliwie cierpliwość nabywać. W niej trwać i umacniać serce, bo przyjście Pana jest bliskie (Jk 5, 8).
o. Edmund Urbański
Praktycznie jesteśmy na ostatniej prostej kończącego się w dniu 6 I 2026 r. Roku Jubileuszowego, zwołanego jeszcze przez poprzedniego papieża Franciszka bullą Spes non confundit (Nadzieja zawieść nie może), który jest dla całego Kościoła intensywnym doświadczeniem łaski i nadziei (Spes non confundit, 6). To między innymi w tym kontekście Adwent jest czasem refleksji nad łaską zbawienia i nadzieją, jaka za sprawą Jezusa Chrystusa otwiera nas na przyszłość, gdyż człowiek jest powołany do życia w nadziei. Życie nasze przeniknięte jest nadzieją, która zawieść nie może (Rz 5, 5). Ona pozwala wędrować z odwagą w przyszłość nieznaną, z wizją życia, pełną entuzjazmu, którą należy głosić i przekazywać innym.
W czasach bezpośrednio poprzedzających Narodzenie Syna Bożego, z taką odważną perspektywą życia na chwalebną przyszłość wystąpił Jan Chrzciciel. Jego nauczanie stało się momentem przełomowym w historii ludzkości, gdyż to – jak pisze prorok Izajasz – na przyszłym potomku Dawida spocznie duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej (Iz 11, 2-3).
Izajasz, pisząc o spoczynku Ducha Pańskiego na potomku Jessego, nawiązuje do pochodzenia Mesjasza z dynastii Dawida. Wylanie Ducha Pańskiego to stała, pełna, doskonała obecność i asystencja Bożego Ducha, umożliwiająca wypełnienie przez Mesjasza otrzymanej przez Boga misji. Panowanie Mesjasza zaspokoi jedno z najgłębszych pragnień ludzkiego serca – pragnienie trwałego pokoju i sprawiedliwości. Mówiąc o przyszłym Mesjaszu, Izajasz zapowiada nadejście władcy wydającego słuszne wyroki. Za jego panowania zmienią się m. in. relacje między ludźmi, zaniknie prawo okrucieństwa i przemocy oraz nastąpi pełna harmonia jeśli – w duchu posłuszeństwa – kraj się napełni znajomością Pana. Otóż Izajaszowy zwrot znajomość Pana wskazuje, że bliska zażyłość z Bogiem uszlachetnia nas i uzdalnia do życia w pokoju i sprawiedliwości zgodnie z Bożym planem.
Pojawienie się Jana Chrzciciela staje się zalążkiem swoistego przesilenia wartościowego. Oto nadchodzą czasy mesjańskie. One za sprawą Jana, jako Prekursora Bożego, stają się o wiele bliższe, niż kiedykolwiek przedtem.
Misja Jana zdaje się być zaskoczeniem dla wielu, gdyż przychodzi on z głębokiej pustyni oraz w dziwnym stroju. Jan naucza jak prorok Starego Testamentu. Zachowuje się jak asceta, a jego głównym zadaniem jest wskazanie Tego, który jest Wielkim Nadchodzącym i Odwiecznym Logosem posłanym od Boga. Jan zaś jest tylko głosem mówiącym, wskazującym i zapraszającym do przyjęcia Mesjasza. Wielki Nadchodzący zaś jest Synem Bożym przynoszącym decydujący czas łaski i godzinę zbawienia dla rodzaju ludzkiego (zob. Mk 1, 15).
o. Edmund Urbański
W liturgii Kościoła, po Uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, rozpoczyna się nie tylko Nowy Rok Liturgiczny, ale przede wszystkim czas Adwentu (łac. adventus – przyjście), czyli czas oczekiwania na przyjście Jezusa Chrystusa.
Adwent, jako okres liturgiczny, w swojej bogatej tematyce teologicznej i duchowej, z jednej strony jest nawiązaniem do historycznego wyglądania na nadejście Mesjasza, które już się dokonało przed ponad dwudziestoma wiekami w Betlejem. Natomiast z drugiej strony jest zapowiedzią, jeszcze nie zaistniałego i wciąż oczekiwanego, powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa (gr. parusia). To drugie przyjście, które stoi przed nami otworem, niczym niezapisana księga, jest związane z końcem świata, zmartwychwstaniem umarłych oraz Sądem Ostatecznym. Wtedy to Syn Człowieczy przyjdzie jak złodziej w nocy (por. Mt 24, 43; 1 Tes 5, 2), który jest niezapraszany i niespodziewany.
Powtórne przyjście Mesjasza jest czasem niepewności. Okryte jest welonem tajemnicy. Mając na uwadze ową niepewność jutra, liturgia Kościoła na progu Adwentu wzywa: Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.
Eschatologia, czyli nauka o powtórnym przyjściu Mesjasza, bardzo jasno formułuje ową niepewność jutra: Syn Człowieczy przyjdzie niespodziewanie niczym złodziej w nocy. Ta metafora biblijna uczy wierzącego ucznia Chrystusa jednego: złodziej nigdy nie ogłasza wszem i wobec, że przyjdzie. On przychodzi znienacka, kiedy jest najmniej oczekiwany i wyglądany, dlatego istnieją słuszne racje i przesłanki, aby w każdej sytuacji żyć w duchu nieustannego czuwania.
Pomimo niepewności jutra, to jednak to Chrystusowe wzywanie do czujności zawiera w sobie jedną pewność: Chrystus powróci.
Możemy pytać, dyskutować oraz dociekać czasu Jego powtórnego przyjścia. Opieranie się na różnego typu przepowiedniach co do ustalenia daty paruzji Syna Bożego to wymysł logiki i wyobraźni ludzkiej, która, choć bardzo bogata, z reguły nigdy albo rzadko pokrywa się z logiką boską.
Adwent jako czas oczekiwania powrotu Syna Człowieczego powinien być przeżywany w duchu wyglądania z sercem czystym, dlatego odrzućmy uczynki ciemności, żyjmy przyzwoicie, nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości… nie troszczmy się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom (Rz 13, 13-14).
Adwent wzywa do wzięcia odpowiedzialności za swój los i trzymania w ryzach własne «ego». To czas bycia czujnym wartownikiem chwil obecnych, który powinien odziać się w zbroję światła czyli pas prawdy, pancerz sprawiedliwości, tarczę wiary, hełm zbawienia i miecz Ducha, czyli słowo Boże (zob. Ef 6, 14-17). o. Edmund Urbański
Potrzeba śpiewu tkwiła w samej naturze św.Franciszka i charakteryzowała go od najmłodszych lat. On wiódł prym w śpiewach z przyjaciółmi i w nocnych zabawach. Po dokonaniu się w nim głębokiej przemiany duchowej i całkowitemu oddaniu się Bogu, także poprzez śpiew będzie wysławiał Boga za Jego niepojęta miłość i za całe dzieło stworzenia i odkupienia. Franciszek śpiewał w radości i śpiewał w cierpieniu, przeżywając jedno i drugie jako dar Pana. Śpiewał dla Boga, dla innych i dla siebie samego. Śpiewał aż do chwili śmierci, intonując Psalm 141: „Głośno wołam do Pana, głośno błagam Pana”
Natomiast swoją słynną „Pieśń słoneczną”, ułożył dokładnie 800 lat temu. Stało się to pewnego wiosennego ranka 1225 roku, czyli półtora roku przed jego śmiercią. Wtedy przez ponad 50 dni, ciężko chory, niemal u kresu sił i prawie niewidomy z powodu choroby oczu przebywał przy kościele św. Damiana i klasztorze Klarysek w Asyżu. I tam jednej nocy, pośród wielkich cierpień i różnych udręk otrzymał od Boga zapewnienie o swoim zbawieniu i czekającej go wiecznej chwale. Przepełniony radością, opowiedział o tym swoim naśladowcom. Nad Asyżem nastawał dzień. To był wspaniały poranek światła. Franciszek promieniał. Usiadł, skupił się na chwilę i zaczął uniesionym głosem sławić Boga: „Najwyższy, wszechmocny i dobry Panie…” Później ułożył też melodię do tych słów i nauczył jej swoich braci naśladowców. Tak powstała zasadnicza cześć Pieśni. Dwie ostatnie zwrotki, mówiące o przebaczeniu i siostrze śmierci, Franciszek dołączył do niej w późniejszym czasie. Pieśń powstała spontanicznie, ale można powiedzieć, że Franciszek długo nosił ją w sercu i nucił w sobie przez całe życie. Zawarte w niej myśli odnajdujemy w różnych jego wypowiedziach i pismach.
„Pieśń słoneczna” jest najbardziej znanym tekstem św. Franciszka została przetłumaczona na 165 języków na świecie, które ukazują ją jako arcydzieło literatury światowej. Setki uczonych literatury poświęciło jej swoje prace naukowe, dzięki którym została ona przestudiowana ze wszystkich punktów widzenia. Można podzielić ją na dziesięć zwrotek liczących razem 33 wersety. W języku polskim mamy około dwadzieścia jej przykładów różnych autorów, najstarszy z nich pochodzi z początku XVII wieku. Co miesiąc będziemy pokrótce przedstawiać po kolei jedną zwrotkę Pieśni, w szeroko znanym przekładzie poety i pisarza katolickiego Romana Brandstaettera.
___+___
Najwyższy, wszechmocny i dobry Panie
Tobie sława, chwała, uwielbienie
I wszelkie błogosławieństwo:
Tylko Tobie, Najwyższy, one przystoją
I żaden człowiek nie jest godzien
Wzywać Twojego Imienia.
Pieśń zaczyna się od słów „Najwyższy”, które zostanie powtórzone jeszcze trzy razy w dalszych wersetach. Słowo to wynosi ją ku szczytom i wskazuje jedyny cel chwały. To ku Bogu kieruje Franciszek wszystkie swoje energie wysławiania. Bóg jest także celem życia człowieka: ‚dojść do Ciebie, Najwyższy” – taką prośbę wyraził Franciszek w modlitwie na końcu swego Listu do całego Zakonu. Wzlot ku niebu, ku Najwyższemu, oznacza wyjście poza siebie. Człowiek nie jest istotą żyjącą tylko dla siebie, a jego życie nie kończy się na ziemi. Został stworzony dla nieskończoności i dla wiecznego życia z Bogiem. Bóg „nas stworzył’, odkupił i zbawił oraz nam wyświadczył i wyświadcza wszelkie dobro. ( Pierwsza Reguła. 23,8) Dlatego Jemu należą się „sława, chwała, uwielbienie i wszelkie błogosławieństwo. Tylko Jemu, Najwyższemu, one przystoją”.
Św. Franciszek jest jednak świadomy, że jego uwielbienie ma granice. Pierwszą zwrotkę swej Pieśni kończy wersetem: „I żaden człowiek nie jest godzien wzywać ( wymówić) Twojego Imienia”. Podobnie wyraził się on w tzw. „Pierwszej Regule dla swoich naśladowców: „My nędzni i grzeszni, wszyscy razem nie jesteśmy godni wymówić Twojego Imienia” ( 23,5) Chodzi tu o sens biblijny „ wymawianie imienia” Imię w Biblii oznacza samą istotę danego bytu. Bóg jest ponad wszystkim, co istnieje, jest Całkiem Inny, jest ponad wszelkim pojęciem, jakie mamy o Nim. On zawsze pozostaje dla nas niezgłębioną tajemnicą. Wielkość Boga nie może być w żaden sposób wyrażona przez człowieka, jak to stwierdza św. Grzegorz z Nazjanzu ( +390), doktor Kościoła: „ O Ty, który jesteś ponad wszystkim, jak można nazwać Cię innym imieniem. Ty jesteś jedyny, którego nie można nazwać.”
___+___
Panie, bądź pochwalony
Przez naszego brata księżyc
I nasze siostry gwiazdy,
Które stworzyłeś w niebie
Jasne i ciemne, i piękne.
Poszczególne elementy kosmiczne w Pieśni nie są przyzywane przypadkowo i bez porządku, lecz według ustalonej kolejności bratnich par. Mamy więc układ trzech par: pan brat słońce i brat ( w oryginale włoskim: siostra) księżyc, brat wiatr i siostra woda, brat ogień i siostra matka ziemia. Para słońce – ziemia okala całość. Niebo reprezentuje słońce, księżyc i gwiazdy. Ziemia z kolei reprezentuje cztery elementy: powietrze, woda, ogień i ziemia uprawna. Biograt Tomasz z Celano pisze, że św. Franciszek „czerpał dziwna i niewysławioną radość, kiedy patrzył na słońce, kiedy spostrzegał księżyc, kiedy wpatrywał się w gwiazdy i w sklepienie niebios”. W Pieśni trzykrotnie powraca przymiotnik „piękny”. Za każdym razem odnosi się on do światła: słońce, gwiazd i ognia. Światło wywoływało w duszy Franciszka radość.
___+___
Panie, bądź pochwalony
Przez naszego brata wiatr,
Przez powietrze i obłoki,
Przez pogodę i wszelkie zmiany czasu,
Którymi karmisz swoje stworzenia
Pieśń ukazuje na przemian raz obraz męski, raz żeński. Po elemencie, który wyobraża siłę i działanie, idzie element który przedstawia pewną intymność i głębie. I tak obok brata słońce, który świeci w wielkim splendorze, stają radosne siostry gwiazdy, rozjaśniające urok nocy, „jasne i ciemne, i piękne” Obok brata wiatru, który miota się i pędzi, staje siostra woda „ pokorna i cenna, i czysta”.
Obraz brata wiatru być może przywoływał św. Franciszkowi rozmowę Jezusa z Nikodemem: „Nikt nie dziwi się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje, gdzie chce, i słyszysz jego szum, lecz nie wiesz, skąd pochodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha” ( J 3,7-8) To dusza ewangeliczna Franciszka odrodzona przez Ducha czuje braterstwo z wiatrem. On, który starał się być wolnym od rzeczy i trosk tego świata, widzi w „bracie wietrze”, który wieje, gdzie chce , który nigdzie nie zatrzymuje się na stałe, symbol swojej duszy ubogiej i wolnej, zawsze otwartej na natchnienia i głęboką przemianę. W wietrze widzi symbol Ducha Bożego, który odnawia, odradza, prowadzi naprzód, pokonuje wszelkie przeszkody.
Franciszek sławi Pana także za „powietrze, obłoki, pogodę i wszelkie zmiany czasu”. Dla niego nie ma złej pogody. Tomasz z Celano opowiada, że Franciszek przemawiając do ptaków, zachęcał je, aby bardzo chwaliły zawsze i kochały swego Stwórcę, który uczynił ich szlachcicami wsród stworzeń i przydzielił im mieszkanie w czystym powietrzu.
___+___
Panie, bądź pochwalony
Przez naszą siostrę wodę
Która jest wielce pożyteczna
I pokorna, i cenna, i czysta.
Po bracie wietrze św. Franciszek sławi Boga przez siostrę wodę. On pewnie myślał o tej wodzie zwyczajnej, codziennego użytku. Może też miał na uwadze jakieś źródełko w okolicy Asyżu i znany mały strumyk Rivotorto wijący się przez równinę w pobliżu Porcjunkuli, w którego rodzie pierwsi bracia obmywali sobie nogi. Siostrą wodę określa czterema przymiotnikami: pożyteczna, pokorna, cenna i czysta. Jest ona wielce pożyteczna, wprost niezbędna. Jest niezastąpionym darem Bożym. Bez niej nie ma życia, wszystko umiera. Woda jest pokorna. Ona bowiem nigdy nie „wspina się”, nie wstępuje wzwyż, lecz zawsze „zstępuje” we wszystkie szczeliny aż do osiągnięcia najniższego punktu. Życie wody czyż nie jest pełnym dawaniem siebie, pokorną służbą, w której się unicestwia dla innych? Para wznosi się i dlatego jest tradycyjnym symbolem pychy i próżności, woda zaś zstępuje i dlatego symbolizuje pokorę.
Dalej, woda jest czysta, ponieważ oczyszcza ciało, a także jest elementem oczyszczającym i ożywiającym ducha. Takie ma znaczenie u wszystkich ludów i religii. Psalm 51 głosi: „Pokrop mnie hizopem, a stanę się czystym, obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję”. Biograf pisze, że św.Franciszek „ po ogniu szczególnie umiłował wodę, która jest wyobrażeniem świętej pokuty i skruchy, a one zmywają brudy z duszy, a to dlatego, że pierwsze obmycie duszy dokonuje się przez wodę chrztu.”
Woda jest też cenna. Przymiotnik „cenna” św. Franciszek wcześniej odniósł do sióstr gwiazd, które są „jasne i cenne, i piękne”. Wszystkie stworzenia są w samej swej istocie chwałą Stworzyciela; w swoim istnieniu i działaniu odsyłają do potęgi i dobroci Stwórcy.
____+____
Panie, bądź pochwalony
Przez naszego brata ogień,
Którym rozświetlasz noc,
A on jest piękny i radosny,
Żarliwy i mocny
Woda, wiatr, ogień mogą być elementami gwałtownymi i niszczycielskimi. Dla św. Franciszka są jedynie bytami braterskimi i dobroczynnymi. „Brat ogień” jest dla niego żywą obecnością. Określenie go jako i „piękny i radosny, żarliwy i mocny”, wyrażają jego zachwyt i zadumę nad nimi. W długie wieczory jesienne i zimowe Franciszek chętnie siadał przy ogniu z drzewa. Potrafił wiele godzin tak trwać w nastroju i radości, podziwiając tego towarzysza światła. Pewnego dnia był tak blisko ognia, że płomień objął jego szaty. On tego nawet nie zauważył- tak głęboki był jego zachwyt. Mówił do braci: „Rano, gdy słońce wstaje, każdy człowiek powinien wysławiać Boga z powodu brata ognia, ponieważ dzięki niemu nasze oczy mogą widzieć w nocy”. Z kolei w innym miejscu jego biografii czytamy, że „sposród wszystkich niższych i nie mających czucia stworzeń szczególnym uczuciem obdarzał ogień z powodu jego piękna i użyteczności”.
___+___
Panie, bądź pochwalony
Przez nasza siostrę ziemię
Która nas żywi i chowa,
I rodzi różne owoce, barwna w kwiaty i zioła
Pochwalą Boga przez stworzenia św. Franciszka rozpoczyna od „messo lo frote sole- pana brata słońce”, a kończy na „Sora nostra matre terra- siostrze naszej matce ziemi.” Ziemia jest jako matka ze względu na swą płodność i jako siostra ze względu na swą serdeczną zażyłość z istotami żyjącymi. Rozpościera się ona przed nami w swej barwnej różnorodności i jak troskliwa matka nakrywa obficie dla nas stół.
Pierwszy biograf św.Franciszka pisze: „Jaką radość dziecka przynosiło mu piękno kwiatów, kiedy oglądał ich urocze kształty i odczuwał ich słodki zapach?… Gdy napotykał dużo kwiatów, przemawiał do nich i zapraszał je do chwały Pańskiej, tak jakby miały rozum, i zachęcał je do miłości i do radosnej służby Bożej”. Mówił również, że „brat ogrodnik powinien w zakątku ogrodu zrobić piękny ogródek, sadząc tam wszystkie rodzaje pachnących ziół i pięknych kwiatów, aby w swoim czasie zapraszały do chwały Bożej wszystkich patrzących na mnie, albowiem każde stworzenie mówi i woła: „Bóg mnie stworzył dla ciebie, o człowiecze”.
___+___
Panie, bądź pochwalony
Przez tych, którzy przebaczają wrogom
Dla miłości Twojej
I wznoszą niesprawiedliwość i prześladowanie.
Błogosławieni, którzy trwają w pokoju i prawdzie,
Gdyż przez Ciebie, Najwyższy,
Będą uwieńczeni.
Przedostatnia zwrotka Pieśni jest poświęcona pochwale człowieka miłosiernego i przebaczającego. Dołączył ją Franciszek, gdy wysyłał swoich braci do biskupa i burmistrza Asyżu, skłóconych ze sobą, aby ich pogodzić. Polecił wtedy braciom zaśpiewać tę Pieśń, łącznie ze zwrotka o przebaczeniu. I rzeczywiście dokonał się cud pojednania. Wydaje się, że ta zwrotka przenosi nas w zupełnie inny świat. Pochwała kosmosu przebiegała dotąd pod znakiem braterstwa, bez żadnych zakłóceń. I oto wchodzimy w świat, w którym pojawiają się konflikty, cierpienia, gdzie człowiek walczy z człowiekiem, a także z chorobami i wszelkiego rodzaju doświadczeniami. Pochwała kosmosu jest przedłużona przez pochwałę człowieka przebaczającego i niosącego pokój.
Ci, którzy przebaczają- według św.Franciszka – zasługują na koronę królewską, jak ta Chrystusa, Króla wszechświata, i ta Maryi, Królowej nieba i ziemi. Ta sama korona chwały zostanie nałożona na głowę także tym, którzy znoszą słabość i prześladowania na wzór Pana, przeżywają chorobę i ból jako wolę Bożą.
___+___
Panie, bądź pochwalony
Przez nasz naszą siostrę, śmierć cielesną,
Której żaden żyjący człowiek ujść nie zdoła.
Biada tym, którzy w grzechu śmiertelnym konają.
Błogosławieni ci,
Którzy odnajdą się w Twojej Świętej woli,
Albowiem po raz wtóry
Śmierć im krzywdy nie uczyni.
Św. Franciszek obejmuje słońce i śmierć tym samym spojrzeniem braterskim i łączy je w jednej chwale. Śpiewa o śmierci jako siostrze i zarazem sławi piękno świata. A to dlatego, że wierzy, iż śmierć jest przejściem do do nowego życia w światłości wiecznej. Śmierć nie jest sławiona w sobie samej, ale jako droga odkupienia, jako uczestnictwo w śmierci samego Jezusa, przez którą każdy może dojść, Z Nim, do zmartwychwstania.
Ale człowiek może też ponieść definitywną klęskę, dlatego też dwa wyrażenia „biada” i „błogosławieni” idą jedno za drugim. Są to dwa ostateczne wyroki, które zapadają nad człowiekiem w chwili jego śmierci i sądu Bożego nad nim. Kto żyje według wskazań Ewangelii, zostanie wynagrodzony przez Boga. Kto zaś umiera w grzechu śmiertelnym popada w „śmierć drugą”, czyli wieczne potępienie.
____+___
Czyńcie chwałę i błogosławieństwo Panu
I składajcie Mu dzięki
I służcie Mu
Z wielką pokorą
Nie można poprzestać tylko na obserwowaniu i podziwianiu przyrody i kosmosu, lecz trzeba wielbić za nie Boga i służyć Mu. Takie jest główne przesłanie Pieśni. Dlatego kończy się ona czterema wezwaniami w trybie rozkazującym: „chwalcie i błogosławcie, i dziękujcie, i służcie” Bogu z „wielką pokorą”.
Trzeba naśladować pokorę Jezusa w naszych relacjach z Bogiem i z ludźmi. Pokorę ocenia się w niepowodzeniach. Ona zawstydza świat i pychę, jest siostrą ubóstwa i miłości, usuwa złość i wzburzenie. Bóg zawsze sławi pokornych. Oto to, czego św. Franciszek nie przestaje uczyć.
– o. dr Wacław Michalczyk OFM
Pielgrzym wyrusza w drogę nie tylko po to, by dotrzeć do świętego miejsca, ale także by doświadczyć przemiany serca. Podobnie jest z naszym życiem. Każdy człowiek jest viatorem – wędrowcem, który zmierza przez życie, nieustannie ucząc się, doświadczając i dojrzewając w drodze do celu. W tej drodze nie brakuje trudności, zwątpienia czy chwil zniechęcenia, ale właśnie one nadają sens pielgrzymowaniu. Tak jak pielgrzymi pokonują kolejne etapy swojej podróży, tak i my codziennie podejmujemy decyzje, które kształtują naszą przyszłość. Ale nie jesteśmy w tej podróży osamotnieni. Bóg idzie z nami, tak jak szedł‚ z ludem Izraela przez pustynię. Jezus sam stał się pielgrzymem, przemierzając drogi Galilei i Judei, ucząc nas, jak kochać i przebaczać.
Ojciec Franciszek w swojej wypowiedzi szczególnie podkreśla symbolikę pielgrzymki jako obrazu ludzkiego życia. W perspektywie duchowej pielgrzymka przypomina, że życie to coś więcej niż tylko zbiór przypadkowych wydarzeń, że to podróż ku głębszemu zrozumieniu siebie, świata i Boga. Droga może być długa i wymagająca a jej istotą jest nie tyle dotarcie do celu, ale sposób, w jaki nią podążamy z wiarą, nadzieją i otwartością na przemianę.
Dlatego zadajmy sobie pytanie: jaką drogą idę? Czy moje życie jest pielgrzymką ku Bogu, czy może wybrałem niewłaściwy kierunek? Niech ten Rok Święty będzie dla nas okazją do odnowy, do świadomego pielgrzymowania, nie tylko w sensie fizycznym, ale przede wszystkim duchowym. Nie chodzi jedynie o to, by przeżyć kolejne dni naszego życia, ale by wzrastać w wierze, miłości i nadziei.
FUNDUSZ SEKRETARIATU MISJI I EWANGELIZACJI
PROWINCJI MATKI BOŻEJ ANIELSKIEJ
ZAKONU BRACI MNIEJSZYCH
SANTANDER BANK POLSKA S.A.
NUMER KONTA W PLN ;
76 1090 1665 0000 0001 1654 0757
NUMER KONTA W EUR
SWIFT : WBKPPLPP PL34109016650000000116541222
© 2025 Created by NoMaybes.pl